Przez ostatni miesiąc nie mogliśmy narzekać na nadmiar premier. Jak co roku, po dość burzliwym okresie świątecznym w którym zostaliśmy zasypani produkcjami gigantów walczących o każdy grosz z naszego Bożonarodzeniowego budżetu, nastał tzw. sezon ogórkowy — a więc okres, w którym nawet sequel windowsowego Sapera mógłby walczyć o tytuł najlepszej gry miesiąca. Wygląda jednak na to, że za dwa tygodnie (w USA) pojawią się trzy produkcje, które zwiastują przebudzenie się rynku z poświątecznego letargu.
Pierwszą z nich jest Final Fantasy XIII-2, czyli sequel trzynastej odsłony tasiemca od Square-Enix. W grze pojawią się postaci i lokacje z pierwszej (13?) części, więc miłośnicy Ostatecznej Opowieści nie będą czuć się zagubieni.
Drugim ze wspomnianych przebiśniegów jest NeverDead studia Rebellion Developments — wydawałoby się typowa opowieść o łowcy demonów. Jednak główny bohater gry — Bryce Boltzmann — padł ofiarą klątwy która sprawiła iż jest on nieśmiertelny. Dla nas oznacza to lokacje ociekające krwią szatańskich pomiotów oraz możliwość zreperowania swojego ciała poprzez podnoszenie odstrzelonych, odgryzionych i odciętych kończyn i organów.
Stawkę zamyka produkcja od mistrzów trójwymiarowego ciachania oponentów z Namco. Soulcalibur V porzuca kilka rozwiązań z poprzedniej części tego fightera (m.in. nietrafiony pomysł z Critical Finishami oraz Soul Gauge — czyli orb pokazujący stan naszej gardy), lecz dodaje kilka nowinek w skali serii — chociażby znany od lat ze Street Fightera Super Gauge (pasek pozwalający nam na wzmacnianie ciosów lub wyprowadzanie ataków specjalnych), wielopoziomowe areny czy Just Guard, pozwalający nam sparować cios przeciwnika. Może się to wydawać ryzykowne ze strony developera, jednak pierwsze playtesty zdają się potwierdzać słuszność wprowadzonych zmian. Namco nie boi się wprowadzać nowych rozwiązań do Soula, więc jak co odsłonę jedyne czego możemy być pewni to tego, że graficy znajdą sposób by jeszcze bardziej powiększyć “atrybuty” Ivy.









